Staro Grzesiczka poszła se we Wielki Piątek do spowiedzi. Jak ją już ksiądz wyspowiadali padali jej: - No to teraz już nie grzeszcie wiecej. Patrzcie, akurat momy dziś dzień kiedy Pon Jezus umarł i... - Co? Umarł? Naprowda? No patrzcie! Też my tam pod tym lasem nigdy nic nie wiemy.

**********

Młoda dziołcha wleciała uradowano do izby i pado: - Babko, pamiętocie wy jeszcze jak wos kto pierwszy roz pocałowoł? - Coś ty, jo już nawet tego ostatniego nie pamiętom.

**********

Roz przyszła tako staro babka do dochtora i pado, że ją boli pęcherz. Dochtór ją wysłuchoł, zbadoł i pedzioł coby mocz do zbadanio przyniosła. Za porę dni baba przyniosła cały kibel pełny. Dochtór spytoł: - Z wiela to dób? - Z mojej jednej panie dochtorze!

**********

Roz jechała jedna baba tramwajem do Chorzowa. Konduktorka pyto ją kaj jedzie? - Do Chorzowa - pado baba. - Do Starego? - pyto konduktorka, no bo to i Stary Chorzów jest. - Nie! - pado baba, - do Emy prać.

**********

- Baba nie jest człowiekiem! A wiecie po jakiemu nie? Bo jak sie na nią zawoło: Hej człowieku!, to ona sie nigdy nie obróci, a chłop zawsze!

**********

Roz spotkało się trzech kolegów. Wypili se i terozki stoć musieli na przystanku, żeby do dom zajechać. No i ten jeden tak prawi: - Jakby tak stoła tu moja staro, to by przez drzwi do tramwaju nie wlazła, bo tako jest grubo. - To jeszcze nic - pado ten drugi. Jakby tu stoła moja staro, to by sie ani tramwaj na szynach nie zmieścił. Przecież jak idę z nią do teatru to kupuję trzy bilety, bo jeden stołek jej nie styknie. - To jeszcze nic - pado ten trzeci - moja baba jest i tak grubszo. Mo taki fajny stanik, to jak jo go zaniósł do pralni, to mi padali "namiotów do czyszczenia nie przyjmujemy".

**********

Na jednym odpuście był bardzo wielki ścisk. No i jednej starej babie ukradli w tym ścisku pieniądze. A miała je w kiecce w kabzie. Przyszła zatem z płaczem do proboszcza i prosi, coby proboszcz z ambony wygłosili i sumienie złodziejowi skruszyli. No ale farorz ją naprzód pytają: - A nie zmiarkowaliście nic jak wom tam kto ręka wsadzowoł? - Ja! - pado baba. - Zmiarkowałach, ino myślałach że to w dobrych zamiarach.

**********

- Ty Zeflik, wczoraj żech sie dopiero w Krakowie dowiedzioł jako jest różnica między teściem a teściową. - No to powiedz mi gibko! - No ta, że teść przychodzi z wizytą a teściowo na wizytację!

**********

- Antek, powiedz mi po jakiemu Adam z Ewą tak dobrze w raju żyli? - No to przecież jest proste! Nie mieli teściowej!

**********

Spotkały sie roz też dwie przyjaciólki. No i jak to kobiety, zaroz poczły rozprawiać o modzie, włosach i szatach. - Mosz bardzo świeżą cerę, co robisz na to? - Zmywom wodą toaletową, tak mi poradziła znajomo. No i za pora dni zaś się spotykają, ino że ta jedna miała całe oko podbite. - A wiesz, jak żech tą wodą toaletową gębę myła, to mi ta deska klozetowa na łeb spadła.

**********

Spotkoł roz kolega drugiego i pyto go: - Cóż tam u ciebie słychać? - Ano starzeję sie i chcę się ożenić, coby mi kto mioł aby oczy zawrzeć. - No wiesz - pado kolega - jo ci powiem prowdę. Miołech dwie baby, ale one mi dopiero oczy otwarły!
Antek mioł taką babę co sie nigdy z nim nie wadziła. Umiała wszystko po dobroci zrobić. Roz też Antek wrócił z szychty a był pierońsko zły. Baba mu zaroz obiod dowo i przynosi naprzód zupę. Antek wonio, patrzy, żur z kartoflami, bez słowa wyciep talerz z zupą przez okno. Baba nic. Bez słowa przyrychtowała drugie danie: kotlet, kapustę i kartofle. Antkowi sie na ten widok oczy śmieją, bierze już widełkę do ręki a w tym baba bierze talerz i wyrzuca go przez okno. - Ale babeczko, co ty robisz, taki fajny kotlet! - Jakeś wyciep talerz toch myślała, że dziś chcesz obiadować w ogródku.

**********

Jedna baba powadziła sie z mężem. We wieczór, kiedy sie jeszcze nie pogodzili, maż wziął kartkę i napisoł: "staro obudź mie o piątej rano". Rano obudził sie o siódmej. Już chcioł ryknąć na baba. Naroz widzi na stole kartkę. "Stary, wstowej, już pięć".

**********

- Ty, Francek! Chodzisz to jeszcze z tą Maryjką od Matlorzów? - Nie, już nie chodzę. - No to mosz szczęście, boch sie wczoraj takich rzeczy o niej dowiedzioł, żebyś ani nie uwierzył. A po jakiemu już z nią nie chodzisz? - Boch sie z nią ożenił.

**********

Jednemu górnikowi urodziło sie w trzy miesiące po ślubie dziecko. Koledzy mu na dole doskwierali, że to nie jego, że coś tu nie gro. Górnik wypił se jednego na odwagę i dalej do swojej baby. Przychodzi i pado jej, że z tym dzieckiem cos mu nie pasuje. A baba jak gębę nie otwarła: - Co nie pasuje ci? Może rachować nie umiesz! Patrz: Trzy miesiące jo jest twoja baba. Trzy miesiące tyś jest mój chłop. A trzy miesiące my są żonaci. Wiela to jest razem do kupy? Jest dziewieć miesięcy czy nie?

**********

Przyszedł roz górnik z szychty i tyla co wlozł do izby wdepnął do kupy, bo to dziecisków w doma pełno. A baba z gębą do niego: - Ty mamlasie jeden, to jo tu cały dzień koło tego chodzę i nie wdepłach, a ty tyla coś wlozł to już prosto w gówno.

**********

- Od dziś dzielimy sie robotą - pado żona do górnika. Dziecko jest nasze i roz ty go będziesz kolebać a roz jo. W nocy żona budzi męża. - Józef! Mały ryczy! - To se pokoleb twoją połowę a moja niech ryczy.

**********

- Francek, ponoć żeś sie ożenił? - Ano, prowda. - No to musisz być szczęśliwy? - Ano, muszę.

**********

- Wiesz ożeniłech sie - pado Gustlik do Tomka. - A fajną mosz babę? - Blank podobną do Matki Boskiej. - Co? - No dyć, bo jak mnie z nią widzą to wołają: "Matko Boska!".

**********

Antek pracowoł na nockę, na pochylni z dwoma kumplami. Kiedyś powiedzieli mu, że jego staro zdradzo go i poradzili mu, żeby w połowie szychty poszoł zobaczyć do dom. Antek rzeczywiście w połowie szychty polecioł do dom. Patrzy przez dziurkę od klucza i widzi, że z jego babą siedzi sztajger. Prędko polecioł nazod i pado do kumpli: - Wy pierony! Wyście chcieli, żeby on mie widzioł i zapisoł mi bumelkę. Co!?

**********

Jednym młodym urodził sie syn. Poszli do kościoła, żeby go ochrzcić. A dali mu na miano Jan. Ksiądz bierze ta wata, sól i oleje i pyto: - A którego to Jana wybraliście? - Jak to którego? - No pytom jak sie wasz synek będzie mianowoł, czy Jan Kanty, czy Jan od św. Krzyża, czy Jan od olejów czy może Jan Nepomuceński? Ach to o miano wom idzie? No to przecę Jan Kaczmarek!